Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Irlandzka whiskey, starsza siostra szkockiej

Jej nazwa powstała w wyniku przejęzyczenia. Do upadku doprowadziła ją uczciwość sprzedających. Odżyła dzięki... kawie. Zapraszam na historię irlandzkiej whiskey, starszej siostry szkockiej.

Z irlandzką whiskey jest trochę jak ze staruszkami w rodzinie. Generalnie wiemy, że powinno ich się szanować, że gdyby nie oni, nie byłoby nas i wielu rzeczy na świecie. Więc z lekkim pobłażaniem pozwalamy im dawać nam coraz bardziej nieadekwatne porady, kiwamy głowami, ale i tak ich nigdy nie słuchamy.

Szkocka whisky – co każdy fan tego trunku przyzna – jest smaczniejsza i dziś znacznie bardziej szlachetna. Ale mimo to nikomu nie wolno tak całkiem zlekceważyć irlandzkiej whiskey, choć dziś jej udział rynkowy jest minimalny. Trzeba kiwać głową i pamiętać, że to od niej się zaczęło.

Zasługi Irlandii dla koneserów trunku o smaku zdechłego szczura lub przechodzonej podeszwy zaczęły się już dawno. Irlandzka whiskey to najstarszy destylowany alkohol w Europie. Już w XII w. mnisi na Zielonej Wyspie produkowali ten napój, nauczywszy się uprzednio sztuki destylacji od arabskich handlarzy.

W Irlandii whiskey produkowano już co najmniej od 1405 r. Dopiero niemal wiek później sztuki destylacji nauczyli się mnisi w Szkocji.

Wtedy trunek zwał się „uisce beatha”. Po celtycku to „woda życia”, wymawia się to mniej więcej - „łiszke bata”. Trudno nazwać to intuicyjną wymową, więc po podboju Irlandzii przez Anglosaksów przyjęła się prostsze, a podobnie brzmiąca nazwa „whisky” (bez „e”, o tym później).

Z nową nazwą whiskey szybko wyszła z klasztorów. Wkrótce niemal każda wieś w Irlandii miała własną destylarnię.

Podstawowa technika produkcji była wtedy podobna do tej, którą stosuje się po dziś. Miedziane destylatory pot still (polskiej nazwy brak) służyły za wielki czajnik, w którym podgrzewało się przecier ze zbóż. Jednak produkt końcowy w niczym nie przypominał Tullamore Dew. Powstawał poitin (wymowa: „pucziin”).

Whisky takie jak dziś znamy nie mogło powstać, bo Irlandzykom rzadko chciało się czekać, aż trunek dojrzeje. Nieszczególnie też chcieli ryzkować, bo destylacja była wtedy nielegalna, a odkrycie dojrzewającego trunko oznaczało konfiskatę.

To właśnie w beczkach whiskey nabiera jednak rudego koloru i słabnie (z powodu parowania – co roku około 2-3 proc. alkoholu ulatnia się, mówi się na „angels' share”). W dawnych czasach pito trunek bezpośrednio po destylacji – mocno (do 80 proc.) i przezroczysty.

A do tego często zawierający metanol, więc picie poitin miało w sobie coś z rosyjskiej ruletki. Uznani za zmarłych pijący byli wsadzani do trumien, przy których (wykorzystując trumnę jako bar) kontynuowano imprezę przez trzy dni. Tzw. „wake parties” miały sporo sensu – nierzadko zdarzało się bowiem, że domniemany denat budził się po kilkunastu godzinach z pijackiego transu i ożywał.

W okolicach roku 1600 król Anglii zalegalizował produkcję whiskey, słusznie uznając, że Irlandczycy i tak będą ją pili, a tak przynajmniej zbierze jakieś podatki. Wtedy rozpoczęły się złote lata irlandzkiej whiskey.

Trunek ten szybko stał się najpopularniejszym mocnym alkoholem świata (szkocą uznawano wtedy za psa niewarte szczyny). Powstały formalne zasady (m.in. określające minimalną długość starzenia irlandzkiej whiskey w beczce na trzy lata i jeden dzień). Wymyślono też potrójną destylację, która nadała trunkowi charakterystyczny, łagodny smak.

Dublin stał się nie tylko centrum produkcji whiskey, ale i wielkim magazynem. To nie mogło skończyć się dobrze – w 1875 cała dzielnica Liberties stanęła w ogniu, zaprószonym w magazynach whiskey. Whiskey płynęła ulicami, a Irlandczycy, ignorując pożar, rzucili się do zbierania trunku. W płomieniach nikt nie zginał, za to trzynaście osób śmiertelnie zatruło się pijąc whiskey zmieszane z końskim łajnem i innymi świństwami z XIX-wiecznych chodników.

W latach pożaru Liberties irlandzka whiskey wciąż dominowała na świecie, ale gromadziły się nad nią już czarne chmury.

W XIX wieku wymyślono column still – alternatywny destylator, który umożliwił tworzenie whiskey blendowanej z ziarna i słodu. Urządzenie wymyślił Irlandczyk, ale jego rodacy uznali je za obrazę dla prawdziwej whiskey. Szkoci przywitali za to column still z otwartymi ramionami, a szkocka blended whisky wkrótce zaczęła zdobywać rynek.

Irlandczycy próbowali bronić się marketingowo, promując pisownię „whiskey” - dla odróżnienia od szkockiej „whisky”. Tylko że poza coraz bardziej nielicznymi fanami nikt już nie zwracał na to uwagi, bo szkocka była tańsza, smaczniejsza i coraz łatwiej dostępna.

Amerykańska prohibicja była dla irlandzkiej whiskey gwoździem do trumny. Irlandczycy nie chcieli sprzedawać swoich produktów przemytnikom, Szkoci nie mieli takich oporów. Przez Kanadę do Stanów napływała zatem tylko szkocka, a przyzwyczajeni do niej Amerykanie nie wrócili już do irlandzkiej whiskey po końcu prohibicji.

Do lat 60. XX wieku w Irlandii działały już tylko dwie (!) destylarnie i nawet one chyliły się ku upadkowi.

Przed śmiercią irlandzką whiskey odkryło wymyślenie kawy po irlandzku. Łagodniejszy w smaku trunek z Irlandii nadawał się do tego znacznie lepiej niż szkocka.

A potem w 1988 r. Pernod Ricard kupił Irish Distillers Ltd., ostatnia firmę produkującą whiskey w Irlandii. Rzadko kiedy wielki koncern robi tyle dobrego dla trunku co wtedy. Marketingowcy Pernod Ricard postawili na Jamesona i przy gigantycznych nakładach wypromowali tę markę na jedną z najsilniejszych na rynku whisk(e)y.

Jameson napędził cały przemysł. Od kilkunastu lat sprzedaż irlandzkiej whiskey rośnie po 20 proc. rocznie. Otwierają się dziesiątki nowych, niezależnych destylarni. Teeling niedługo przywróci produkcję whiskey w Dublinie.

Jak na ironię, Jameson i inne najpopularniejsze irlandzkie whiskey (z bardzo nielicznymi wyjątkami) to blended whiskey, produkowane w column stills – tym samym urządzeniu, które 150 lat temu niemal zniszczyło irlandzki przemysł destylarski. Szkockie whisky cieszą się reputacją ciężkich, dymnych trunków.

Nowe irlandzkie destylarnie zmieniają obraz irlandzkie whiskey jako tańszego i słabszego w smaku trunku dla tych, którzy nie potrafią zdzierżyć „prawdziwych” szkockich trącących wędzonym drewnem i wrzosowiskami. Na razie poza granicami Irlandii wciąż trudno je dostać, ale wszyscy zwolennicy tego trunku powinni mieć nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

O historii irlandzkiej whiskey najwięcej można się dowiedzieć w poświęconym jej niezależnym muzeum w samym centrum Dublina. W sklepach na Zielonej Wyspie wciąż można kupić poitin, które teraz jest nawet produktem lokalnym chronionym unijnym prawem. Nie jest już trujący, ale ponoć jest obrzydliwy w smaku.

poniedziałek, 04 maja 2015, dominik.sipinski
Tagi: whiskey

Polecane wpisy

Komentarze
2015/05/13 12:13:28
Świetny wpis.
Sláinte ;]
-
Gość: pampi, *.am.wroc.pl
2015/05/13 14:19:22
To brakujące słowo to alembik ;)
Tekst fajny pozdrawiam.
-
Gość: klint.lugg, 213.205.251.*
2015/05/13 17:08:44
Jestem fanem szkockiej wedzonej takiej jak sie posmakuje i zamknie oczy to mozna sobie wyobrazic gesta mgle z dymem, ktora dusi owce i krowy.

"Irlandzka whiskey, starsza siostra szkockiej" - wspanialy wpis - dziekuje
-
Gość: Mortimer, 109.74.100.*
2015/05/13 21:35:55
@ klint.lugg

Znam ten ból ;-)
Uwielbiam Laphroaig.

A wpis miodny.
-
Gość: pantzernick, *.malopolska.uw.gov.pl
2015/05/14 11:03:41
Pytanie do autora-w jaki sposób w procesie fermentacji alkoholowej powstaje metanol?
-
Gość: Morpheus, 95.45.224.*
2015/05/14 12:36:02
Z tym poitinem w sklepach to taki marketingowy chwyt - powiedzmy tak jakby wypuscic na polski rynek trunek o nazwie bimber i sprzedawac jako produkt lokalny - robienie poitinu caly czas jest zakazane :)
Najstarsza irlandzka (i na swiecie) Whiskey (i destylernia) to Bushmills - polecam Black Busha cud miod :)
-
Gość: Zryty, *.dynamic.chello.pl
2015/05/14 14:03:28
tak, Laphroaig rządzi ;)
ale też Bowmore, Jura, Macallan...
ale w Eire 10 Bushmills, 18 Jameson...smakowite