Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Faro: Lenistwo napędzane bica i winem

Za kilka tygodni portugalskie Faro zacznie pękać w szwach pod naporem turystów z całego kontynentu. Ale zimą okoliczne hotele są puste, a Faro ma znacznie mniej gości. To najlepszy czas, by delektując się kawą bica i zielonym winem napawać się fantastyczną atmosferą tego miejsca.

Latem lotnisko w Faro jest pełne wypełzających z samolotów Ryanaira i innych tanich linii turystów. Zimą jest zupełnie inaczej.

Terminal jest pusty. Po wylądowaniu mam wrażenie, jakbym znalazł się w jednym z wielkich, opuszczonych amerykańskich centrów handlowych na przedmieściach Detroit. Sklepy pozamykane, a wielka hala przylotów pusta jak hala fabryczna oczekująca na pierwsze maszyny. 

- READ THIS PIECE IN ENGLISH HERE -

Nic dziwnego, bo ruch na lotnisku w Faro w zimowych miesiącach jest pięcio-, sześciokrotnie niż w trakcie letniego szczytu. W samym Faro jest tak samo.

Zima jest dla tego najbardziej na południe wysuniętego miasta kontynentalnej Portugalii martwym sezonem. 

Zresztą Faro nawet latem nie jest główną atrakcją regionu Algarve. Większość turystów przewija się tylko przez lotnisko, udając się potem wynajętymi busami do hoteli na wybrzeżu. Niektórzy poszukują fal idealnych do surfingu, ale mało kto jest zainteresowany samym Faro. 

Miasto jest często pomijane z kilku powodów. Faro nie ma ani przyzwoitych plaż ani nawet łatwego dostępu do otwartego morza, bo od oceanu miasto oddziela laguna Rio Formosa. Wybrzeże jest kamieniste i pełne piaszczystych łach.

 

Faro jest małe i raczej nudnawe, a wąskie brukowane uliczki i niewielkie kafejki nie są w stanie obsłużyć tłumów turystów. 

Ale zimą te wady stają się zaletami Faro. Miasto jest jednym z najspokojniejszych i najbardziej przyjemnych miejsc w Europie. 

Gdy na północy Europy pada pierwszy śnieg, w Faro zwykle świeci słońce. Nawet zimą temperatura czasem potrafi podskoczyć do 20 stopni, a 16-17 stopni Celsjusza w ciągu dnia to norma. W najmniej słonecznych miesiącach Faro i tak ma co najmniej 160 godzin słonecznych na miesiąc (to niemal osiem pełnych dób). Deszcz pada nie częściej niż co trzeci dzień. 

Mimo tych sprzyjających warunków, Faro zimą jest kompletnie puste. W Cidade Velha, starym mieście położonym na niewielkim wzgórzu w sercu miasta, drogę do kawiarni grodzi suszące się na rozciągniętym między oknami sznurku, a właściciele restauracji z pewnym zdziwieniem spozierają na każdego odwiedzającego ich obcokrajowca. 

Niewiele jest w Faro do zwiedzania. Przejście całego miasta wzdłuż i wszerz zajmie może ze pół dnia. Nie ma gdzie imprezować, nie spotka się wielu ludzi. 

Ale zamiast szaleć i być turystą, w Faro można po prostu usiąść na ławce w porcie, spoglądając na dziesiątki jachtów czekających na swoich właścicieli, którzy wrócą tu latem. Bez kurtki i parasola możecie przeczytać tam tę książkę, której nigdy nie mieliście czasu dokończyć; napisać ten artykuł, do którego od miesięcy brakowało inspiracji. 

Energii doda bica – portugalski wariant espresso. Kawa mocna, gęsta i czarna jak smoła, dokładnie taka, jaki powinien być ten napój. Wieczorem trudno znaleźć, a może i w ogóle się nie da, miejsca tętniące muzyką i pełne roztańczonych Portugalczyków. 

Ale za to w pustawych restauracjach, otwierających swoje podwoje o godzinie tak późnej, że każdy dietetyk zakazałby jadania w nich, można liznać prawdziwego portugalskiego saudade

Kuchnia oparta o ryby i owoce morza, choćby w formie bacalhau, nienachalna obsługa i atmosfera ociekająca spokojem i brakiem pośpiechu to norma w Faro. Niepoganiani przez natrętnych turystów Portugalczycy żyją i pracują swoim tempem. 

Po sycącej kolacji w trawieniu pomaga vinho verde, typowo portugalskie zielone wino. To młode, niedojrzewające wino o znacznie bardziej łagodnym smaku niż inne. Prawie zawsze vinho verde jest białe (faktycznie o lekko zielonkawym odcieniu), choć w ten sam sposób można sporządzić wino różowe lub czerwone. 

Lampka takiego wina (i mowa tu o pełnej szklance, a nie jakiejś mizernej jednej trzeciej) kosztuje nie więcej niż 2 euro. A na dodatek nie ma opłaty dodatkowej w postaci kaca – po świeżym i lekkim vinho verde następnego dnia wstaje się bez żadnego bólu głowy. 

Więc tak, zgoda, zimowe Faro jest w gruncie rzeczy nudnym, bardzo leniwym miejscem. Ale właśnie dlatego jest doskonałym miejscem, by po prostu się zrelaksować i zapomnieć o tym wszystkim, co dzieje się na co dzień. 

W Faro zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę trudno obwiniać Portugalczyków o to, że ich gospodarka przypomina chyboczącą się nad przepaścią kładkę. Miejsca takie jak Faro po prostu nie zostały stworzone do tego, by cokolwiek wykonywać w nich szybko i efektywnie. 

niedziela, 05 kwietnia 2015, dominik.sipinski
Tagi: Faro

Polecane wpisy