Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Okładka bez treści. Biblioteka w Rydze

Otwarta niecały rok temu biblioteka narodowa w Rydze zdominowała centrum stolicy Łotwa. Budynek jest piękny i świetnie położony. Ale choć Łotysze są z biblioteki dumni, w rzeczywistości to tylko okładka niewypełniona żadną treść. Skrajnie rozczarowujące miejsce.

Gdy planowałem weekendowy wyjazd do Rygi, nowo otwarta biblioteka szybko zwróciła moją uwagę. 

Uruchomiona niecały rok temu, biblioteka mieści się w pięknym budynku na lewym brzegu Dźwiny. Nowoczesna architektura ostro kontrastuje z łączącym bibliotekę ze starym miastem radzieckim mostem. Mimo to ryska biblioteka nie straszy, nie odstaje od niskiej, drewnianej i secesyjnej zabudowy tego miasta. 

Zresztą pomijając nawet fakt, że akurat biblioteka w Rydze sama w sobie jest architektonicznie ciekawa, ja chętnie odwiedzam nawet mniej imponujące biblioteki. 

Słysząc od paru znajomych Łotyszy o tym, jak przyjemnym miejscem jest biblioteka, bez wahania umieściłem ją na krótkiej liście miejsc do odwiedzenia w stolicy Łotwy. 

Zaistniałe okoliczności nadały mojemu planowi dodatkowy wymiar. Do wczesnozimowej Rygi, przejmująco mokrej, chłodnej i wietrznej, dotarłem pozbawiony mojego bagażu. Pracownicy lotniska w Sztokholmie postanowili nie ładować go do samolotu. Oczywiście był to pierwszy raz, gdy nie wziąłem podstawowych rzeczy do bagażu podręcznego. Czekało mnie zatem zwiedzanie Rygi w boleśnie nieodpowiednim jesiennym ubraniu. 

W takiej sytuacji po jak najszybszym zaliczeniu wszystkich najważniejszych miejsc udałem się niemal truchtem do biblioteki. Liczyłem na pachnącą i gorącą kawę przy gazecie lub książce w jakimś znanym mi języku, albo choćby w zawsze inspirującym otoczeniu półek pełnych literatury. 

Zziębnięty wczołgałem się do biblioteki i natychmiast zwątpiłem w to, czy uda mi się spełnić moje plany. 

Architektonicznie biblioteka w środku jest równie ciekawa jak z zewnątrz. Wysoki hol sięgający do samego szczytu biblioteki, otwarte klatki schodowe i duże okna rozświetlające wnętrze biblioteki nawet w deszczowy dzień powodują, że jest to miejsce ze wszech miar przyjemne.

Jest też ciepłe, co w tamtej chwili było dla mnie zdecydowanie priorytetem. 

Ale na tym mniej więcej kończyłyby się zalety ryskiej biblioteki. 

Wnętrze tego budynku jest tak sterylne, że gdyby nie wielki napis "Latvijas nacionālā bibliotēka" to miejsce mogłoby również dobrze szpitalem, przedszkolem albo splądrowanym supermarketem. 

Odwiedzających wita pani szatniarka, dla której odbieranie kurtek od gości jest najwyraźniej dość dużym utrapieniem. Zresztą nie tylko kurtek - zgodnie z przepisami do biblioteki nie można wnieść własnej torby czy plecaka. Wszystko trzeba zostawić w szafkach, a książki czy komputer należy wnieść w przezroczystej siatce. 

Nie ma to jak uczucie, że jest się traktowanym jako złodziej jeszcze przed skorzystaniem z tego przybytku. 

Zresztą samo skorzystanie też łatwe nie jest. O książkach w wolnym dostępie można zapomnieć, przecież na pewno już czają się na nie hordy książkozłodziei. Żeby dostać się do półek trzeba wyrobić kartę członkowską lub gościa. Trwa to wprawdzie ponoć chwilę, ale ja dowiedziałem się o tym z internetu, bo w samej bibliotece nie widziałem ani jednego plakatu ze wskazówkami. 

O kawiarni czy restauracji można oczywiście zapomnieć. 

W bibliotece odbywają się wprawdzie liczne wykłady i wystawy, ale to raczej wydarzenia dla osób zainteresowanych konkretnym tematem. Oferta dla tych, którzy chcieliby po prostu przyjść i poczytać książkę przy kawie, jest w zasadzie żadna. Choć trzeba oddać, że (z tego, co słyszałem) dla tych, którzy dostaną się do środka, biblioteka oferuje bardzo wysoki komfort pracy, nauki i relaksu.

Tak naprawdę, z punktu widzenia pierwszego lepszego gościa nie będącego stałym odwiedzającym ryska biblioteka oferuje mniejszy komfort i kontakt z prasą bądź literaturą niż przeciętny Starbucks. A jeśli w ogóle porównujemy bibliotekę z tą pseudo-kawiarnią, to znaczy, że ktoś coś tu spieprzył.

Co zresztą zbytnio nie dziwi, bo biblioteka w Rydze, choć ładna, wciąż jest przybytkiem wschodnim. Nie inaczej niż warszawski BUW. To też piękny budynek, w którym można niezwykle produktywnie uczyć się i pracować. I tak samo jak w Rydze, drobne szczegóły marnują co najmniej połowę tego świetnego wrażenia.

Takie jak szatniarz, który nie kłopocząc się odpowiadaniem na "dzień dobry" czy "do widzenia", najchętniej wymordowałby chyba wszystkich odwiedzających. Czy dwóch emerytowanych strażników ze skrupulatnością godną lepszej sprawy wymagających od wchodzących karty bibliotecznej. Nie mówiąc już o braku miejsc wewnątrz biblioteki, gdzie przy kawie lub winie można popracować w grupie, wykorzystując prostą technikę taką jak rzutniki.

Ryska i warszawska biblioteka to dwa obiekty, które mogłyby stać się prawdziwymi centrami lokalnego życia. Ale ktoś musi zdać sobie sprawę, że poza studentami przed sesją i naukowcami do bibliotek przychodzą też zwykli ludzie czy turyści. I na nich też trzeba się otworzyć, by w pełni wykorzystać potencjał tych pod wieloma względami świetnych miejsc.

niedziela, 29 marca 2015, dominik.sipinski
Tagi: Ryga

Polecane wpisy