Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Blaenavon: Duch Walii minionej

Walia to dziś smutne, biedne i bardzo, bardzo deszczowe miejsce. Najlepszym okresem w historii tego regionu była rewolucja przemysłowa. Wizyta we wpisanym na listę UNESCO Blaenavon to świetna okazja, by wyobrazić sobie tę krótką chwilę chwały Walii i wszystkie problemy, które z niej wynikły.

Walia nie miała w historii zbyt dużo szczęścia. W Anglii, Szkocji, nawet Irlandii działy się ważne rzeczy. W Walii - nigdy. 

Aż do pierwszej połowy XIX wieku. Rozpoczęta w Anglii i przetaczająca się w kłębach pary i zgrzycie maszyn rewolucja przemysłowa odmieniła oblicze tej najbardziej zachodniej części wyspy Wielkiej Brytania. 

Dzięki sporym złożom węgla i względnej bliskości, Walia zaczęła ożywać. Ku uciesze rosnącej klasy posiadającej i mizerii rolników, którzy musieli stać się teraz robotnikami i górnikami, pagórkowaty krajobraz tego regiony zaczęły przecinać drogi żelazne i zwykłe, a w dolinach jak grzyby po deszczu zamiast owiec, pojawiały się szyby, kominy i piece. 

Dobra fortuna Walii minęła tak szybko, jak się pojawiła. Już w pierwszej połowie XX wieku węgiel i stal traciły na znaczeniu, a gospodarka regionu oparta o przemysł ciężki podupadała. 

Obecnie Walia jest tak biedna, że niektóre jej regiony kwalifikują się do takiego samego wsparcia z Unii Europejskiej jak najbiedniejsze obszary w Rumunii. To najuboższa część tzw. starej UE. 

Ale w Blaenavon przemysłowa historia Walii ma ciąg dalszy. 

To malutkie miasteczko w południowo-wschodniej Walii dzieliło losy całego regionu, a dziś w świetny sposób o nich opowiada. 

Blaenavon w 2000 r. zostało wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, a w 2005 r. atrakcje miasteczka otrzymały brytyjską nagrodę Gulbenkiana dla muzeum roku

Wyróżnienia dla Blaenavon to tak naprawdę uhonorowanie całej industrialnej przeszłości Walii. 

Miasteczko Blaenavon przed 1790 r. nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Położone w głębokiej dolinie z dala od wybrzeża i ośrodków życia w Walii - Cardiff i Swansea - było typową rolniczą osadą, gdzie ludzie mówili po walijsku i zajmowali się hodowlą owiec.

Choć usadzone pomiędzy trzema nieco większymi miasteczkami - Merthyr Tydfill (które dało światu najbardziej komiczną reklamę w historii), Abergavenny i bardzo walijsko nazwanym Cwmbran, do dziś Blaenavon jest absolutnie niedostępne. Z najbliższej większej stacji kolejowej w Newport to godzina jazdy autobusem po wąskich, ciemnych i krętych drogach. 

Już sam zatem dojazd do Blaenavon daje uczucie tego, jak bardzo odosobnione musiało być to miasteczko przed budową dróg.

I właśnie w tym nikomu nie znanym miasteczku w pod koniec XVIII wieku odkryto obfite złoża węgla. Ruszyła kopalnia, a w 1790 r. wielka huta - według niektórych źródeł, wtedy mogły to być nawet największe zakłady tego typu na świecie. 

Mieszkańcy Blaenavon z pasterzy stali się górnikami i hutnikami. Rozgrzane niczym kotły piekielne piece i wypluwające trujące gazy kominy wrosły w panoramę miasta. Ciężka praca, ale jednak praca zaczęła przyciągać imigrantów, a Blaeavon rozrosło się trzykrotnie do 20 tys. mieszkańców. 

Hutę zamknięto w 1900 r. Kopalnia węgla dyszała jeszcze trochę dłużej. Po raz ostatni górnicy zjechali do szybu w 1980 r. - cztery lata przed zamknięciem prawie wszystkich kopalni w kraju przez panią Thatcher. 

Blaenavon nie podzieliło jednak losu dziesiątek innych miasteczek w Walii, które zdradzone przez postęp technologiczny powróciły do nicości. 

Już kilka lat po zamknięciu kopalni i zwolnieniu ostatnich 250 górników dziura w ziemi pod Blaenavon znów dawała pracę. Ruszyło muzeum, które stopniowo objęło kopalnię - Big Pit - hutę i kilka innych pozostałości po ciężkim przemyśle. Do życia powróciła nawet kolej parowa, która w latach świetności nie tylko wywoziła węgiel, ale także przywoziła górników z nieodległego Pontypool. 

Choć wielokrotnie nagradzane i przyciągające coraz więcej gości muzeum to główna atrakcja Blaenavon, nie tylko ono uzasadnia wizytę w tym miasteczku. 

Odnowione szyby kopalni i zardzewiałe wagony stojące przed nią, baraki mieszkalne dla pracowników huty z bielonej cegły ustawione w rządkach tuż obok zakładów, a wreszcie zarastające trawą kominy samej huty - to wszystko powoduje, że siadając na intensywnie zielonej łące nad Blaenavon tak łatwo wyobrazić sobie harmider i zamieszanie panujące w tym mieście sto lat temu. 

Stare czynszówki przy wąskich ulicach, gdzie do dziś rzadko widuje się samochód i górujące nad miastem wrzosowe zbocza to doskonała sceneria do rozgrywającego się w wyobraźni dramatu historycznego. 

Nie trzeba nawet rozmawiać z ludźmi, by zrozumieć, jak wiele dała im rewolucja przemysłowa i jak wiele zabrał jej upadek. 

Choć Blaenavon dzięki ambitnej próbie zarabiania na turystach radzi sobie o niebo lepiej niż wiele podobnych wiosek, i tu czuć w powietrzu odór bezrobocia, biedy i beznadziei. 

A właśnie ten odór i górujące nad miasteczkiem szyby pozwalają zrozumieć, dlaczego Walia jest tak smutnym miejscem.

środa, 25 lutego 2015, dominik.sipinski
Tagi: Blaenavon

Polecane wpisy