Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Wieś jak z bajki artysty

Nieopodal Lwówka Śląskiego, schowana wśród wzniesień Pogórza Kaczawskiego, leży wioska z bajki. W inny świat Pławną Dolną przeniósł Dariusz Miliński - artysta, który poza malowaniem Pinokiów i prowadzeniem przedsiębiorstwa twórczo-agroturystycznego, zbudował też arkę Noego.

Pan Dariusz, gdy przyjdzie potop, pewnie nie uratuje ani siebie, ani ziemskiej fauny, bo arka wygląda na solidnie przymocowaną do podłoża i może niekoniecznie szczelną.

Jest też jak na szalupę ratunkową dla ludzkości ciutkę za mała (ma 40 metrów długości). A zamiast kajut i zagród, w środku powstało muzeum wiejskich dewocjonaliów i ludowych artefaktów religijnych zebranych przez Milińskiego z całej Polski.

Na razie jednak arka jako element wciąż zaskakującej działalności Milińskiego ratuje Pławną Dolną przed zapomnieniem. Artysta, który jakieś dwadzieścia lat temu osiadł w tej niewielkiej wsi, zamienił ją w fascynujące, choć mało znane miejsce na kulturowej mapie Polski. 

Pławna Dolna nigdy z niczego nie słynęła. Choć to stara i dość spora wioska (prawie tysiąc mieszkańców), poza fanatykami historii nie zawitałby tu nawet pies z kulawą nogą. Gdyby nie Miliński. 

Pan Dariusz zaczął od stworzenia w Pławnej własnej galerii z kawiarnią. Teraz w wiosce jest też Zamek Legend Śląskich - muzeum o groteskowo-kiczowatej architekturze, baza agroturystyczna, kolekcja rzeźb i odratowanych ze wsi w całym kraju kapliczek rozstawionych w okolicy galerii; no i górująca nad Pławną arka. 

Dzisiejsza Pławna to dzieło osobiste Milińskiego. Artysta, jak sam się określa, zaczynał jako gołodupiec. Ciężką pracą i bajkową sztuką, czasem porównywaną do Boscha i Bruegla, choć tak naprawdę inną od każdego innego, dorobił się niemalże własnej wsi. 

Ale sukces i pieniądze (duże płótno Miliński w swojej galerii sprzedaje za ponad 20 tys. zł, a nawet mały obrazek to ponad tysiąc) nie przywróciły artysty realnemu światu. Miliński żyje w swoich bajkach. 

- Świat jest po prostu stuknięty i od tego trzeba zacząć. On mnie przeraża od obudzenia się do zaśnięcia. Ogarnia mnie strach i wtedy chciałbym przeżywać świat na swój sposób - mówi Miliński w rozmowie z Krystyną Piątkowską zamieszczonej na stronie internetowej artysty.

To przeżywanie na swój sposób widać nie tylko w sztuce - pozornie prostej, a pełnej symboli i postaci w przerysowanej formie i nasyconych kolorach. Pławna Milińskiego to miejsce, gdzie artysta dzieli się swoim sposobem przeżywania świata całym sobą. 

Wystarczy zajechać pod jego galerię, gdzie łatwo go spotkać, zadać jedno pytanie, a Miliński zabierze w podróż po wiejskim folklorze. 

Na przykład powie o radiestetach, nazywanych przez niego wiejskimi geologami, częstym temacie jego obrazów. 

- Przyjdzie taki wiejski geolog, wyrwie mi włos, zawiesi pierścionek, pochodzi po polu i mówi - siedem metrów wgłąb w tym miejscu jest woda. Potem przyjdą kopać studnie i woda faktycznie tam jest - mówi zafascynowany Miliński. 

Zresztą jak raz zacznie, Miliński tak szybko nie przestanie mówić. Z tematu przeskakuje na temat, tak jak w swoim malarstwie, ale cały czas pozostając w kręgu folklorystyczno-wiejsko-bajkowym.

Opowie o kołkach brzozowych wkopywanych pod płotami, o kiszeniu ogórków. Na koniec powie, że on sam z tego nic nie rozumie, ale wierzy w wiejską mądrość.

Do wioski można przyjechać, żeby obejrzeć dzieła Milińskiego, a można też pouczestniczyć w sztuce. Artysta co roku organizuje plenery, zaprasza też na warsztaty. 

niedziela, 11 stycznia 2015, dominik.sipinski

Polecane wpisy