Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Malasaña - dusza Madrytu

"Madryt to bardziej sposób życia niż miasto" - pisał o stolicy Hiszpanii dziennikarz Jules Stewart. Od 40 lat ten sposób życia rozkwita najmocniej w Malasanie, najbardziej madryckim spośród wszystkich barrios w tym mieście, do którego najlepiej pasuje hasło "Madrid - soy yo".

Nie jest łatwo poznać Madryt. Miasto stało się stolicą Hiszpanii dzięki kaprysowi króla Filipa II w szesnastym wieku i do dziś nie czuje się pewnie w tej roli, bo wiele w tym kraju może się pochwalić bogatszą historią. 

Zresztą Madryt to nawet nie tyle miasto, co kolekcja niezbyt podobnych do siebie barrios, czyli dzielnic. 

Turyści zwykle trafiają do barrios w centrum - Sol, Palacio, Cortes. Ale tuż na północ od Gran Via, głównej arterii Madrytu, leży Malasaña. To najbardziej madryckie ze wszystkich barrios. 

Malasaña nie jest ani pusta, ani nieznana. Jest blisko centrum, a położone na południu tego barrio kluby to jedne z najważniejszych miejsc na mapie życia nocnego Madrytu. W ciągu dnia dzielnica też pusta nie jest, a odwiedzają ją tak turyści, jak i lokalsi. 

Ale nie byle jacy turyści i lokalsi. Malasaña od upadku frankistowskiej dyktatury, czyli od 40 lat, ma reputację jako siedlisko szeroko rozumianej alternatywy i kontrkultury, krajowej i przyjezdnej. W latach 70. rodził się tu ruch movida, hiszpańska do cna odpowiedź na amerykańskich beatników. 

Te lata spotkań artystów, intelektualistów i lewicowych społeczników, doprawione sporą dozą substancji uznawanych za nielegalne nawet w Holandii, pozostawiły na Malasanie wyraźne piętno. 

Przez to piętno madrileños dziś mówią o Malasanie - Maravillas, czyli "cuda". 

W nocy kluby i turyści rozwadniają trochę oryginalny klimat Malasañy, ale w dzień można go chłonąć w pełni. 

Dzięki setkom second-handów i sklepików vintage Malasaña ma klimat przypominający paryską 19. dzielnicę lub Camden Town w Londynie. Kryzys mocno trzepnął wiele spośród tych małych sklepików, a witryny tu i ówdzie są na głucho zamknięte roletami, ale duch Malasañy żyje. 

Pomiędzy kawiarniami tego barrio istnieje cały wszechświat małych butików sprzedających wszystko - od map-zdrapek po figurki postaci z "Gwiezdnych wojen" i od dronów po kieszonkowe wibratory.

Tu i ówdzie, dla tych, którzy wolą inne napiwki niż kawa, swoje podwoje otwierają bary z tapasami. Serwują nieziemskie przekąski i smakujące lepszym światem wina w cenach przyjaznych każdemu portfelowi. 

A to wszystko tuż koło siebie. Malasaña od stacji metra San Bernardo na północy, przez plac 2 Maja i Tribunal po Gran Vię na południu, jest do przejścia w kilkanaście minut. 

Malasaña jest doskonała na spokojny spacer, który łatwo może przeciągnąć się w całonocną wizytę. Ale to nie znaczy, że wszystko jest tam doskonałe. Cafe Comercial, położona przy stacji Bilbao kawiarnia znana jako miejsce spotkań literatów i intelektualistów, jest jednym z gorszych miejsc. Dziś aura całkowicie zniknęła z tego miejsca, a ustawione pod ścianami książki wyglądają raczej na losową dekorację. 

Tym bardziej, że w barrio naprawdę jest w czym wybierać pod względem świetnych kawiarni i księgarni. 

Ale poza takimi rzadkimi rozczarowaniami, Malasaña zaskakuje tylko pozytywnie. 

Jej oryginalny klimat z lat 70. nieco się zmienił, bo inna jest już także Hiszpania. Ale wciąż widać wiele z tej Malasañy, którą w swoich wczesnych filmach pokazywał Pedro Almodovar, najsłynniejszy syn movidy. Dla każdego turysty, który woli miasto poczuć niż zobaczyć, Malasaña jest obowiązkowym punktem.    

piątek, 26 grudnia 2014, dominik.sipinski
Tagi: madryt

Polecane wpisy