Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Wino, nutella, makaron i więcej wina. Weekend w Turynie

Jest 1 w nocy, kurewsko zimno, wino nie rozgrzewa, a do tego wszyscy naokoło krzyczą po włosku. Brzmi jak przepis na katastrofalną imprezę, ale tak naprawdę to jeden z najprzyjemniejszych momentów podczas weekendu w Turynie.

To niesamowite, ale choć hałas kilkunastu rozmawiając nad winem Włochów niesie się po cichej i gęsto zamieszkanej ulicy niczym jazgot startującego ruskiego odrzutowca, nikomu to nie przeszkadza. Nie trzaskają okiennice, a z okien nie wychylają się marudzące babuszki. 

(PREFER TO READ IN ENGLISH? CLICK HERE)

Co równie niesamowite, choć na dworze ziąb jak w Kieleckiem, a tuż obok jest ciasny, ale przytulny pub z muzyką na żywo, nikomu nawet nie widzi się wchodzić do środka. Zresztą muzykę i tak słychać na zewnątrz. Do środka wystarczy wejść po drinka, wino, piwo i można już wracać na ulicę. 

Choć w grupie jest dwoje osób nieznających słowa po włosku (ja i moja przyjaciółka), nikt tu też się tym nie przejmuje. Większość angielskiego i tak nie zna, to prawda, ale nawet ci, którzy znają, niespecjalnie się nami interesują. 

To wszystko do kupy brzmi jak tragiczny wieczór. Ale jakimś cudem jest zupełnie inaczej. Choć (a może ponieważ) jest zimno, głośno i niczego nie rozumiem, nastrój jest przedni. 

To pewnie dobry moment, żeby wyjaśnić, co w ogóle robię w Turynie. 

Pierwsza odpowiedź to Ryanair. Nie żebym jakoś nadzwyczajnie chciał polecieć akurat do tego północnowłoskiego miasta - po prostu irlandzki low-cost oferował bilety w śmiesznych cenach.

Druga odpowiedź to Couchsurfing, dzięki któremu wylądowaliśmy na noc u Angelo. To on zapoznał nas z nocnym życiem społecznym Turynu. Życiem, które zamiast imprez i picia do upadłego oscyluje własnie wokół wina i piwa pitego do późna na ulicach podczas głośnych rozmów o wszystkim. 

Jak już wspominałem, szokiem dla mnie było to, jak bardzo tego typu zachowania, głośne i całonocne, nikomu nie przeszkadzają. Może dla innych to normalne, ja jednak pochodzę z kraju, gdzie tysiące ludzi wkładają serce i duszę w odbieranie radości z życia innym.

Zresztą te nocne drinki zdecydowanie nie były jedynym przyjemnym - a przy okazji stereotypowo włoskim - wydarzeniem podczas weekendu w Turynie. 

Zanim wyszliśmy na wino, trzeba było coś zjeść. A ponieważ to Włochy, a Angelo jest nawet bardziej zakręcony na punkcie gotowania niż przeciętny Italianiec, to nie była prosta kolacja. Angelo pochodzi z Sycylii i przywozi stamtąd wiele składników - cytryny wielkości ludzkiej głowy, oliwki zielone i soczyste jak nigdzie i wiele innych. 

Fraza "smak słońca" jest wyświechtanym reklamowym sloganem, a jednak w tej sytuacji nadaje się jak ulał. 

Angelo gotował dla nas dwukrotnie, czarując niczym kuchenny ekwiwalent Davida Copperfielda, nie robiąc niby nic nadzwyczajnego. Nie muszę dodawać, bo każdy, kto był we Włoszech się domyśli, że kolacja nigdy nie zaczynała się przed godziną 23. 

A do tego było włoskie i sycylijskie wino gwarantujące kubkom smakowym istną nirwanę. 

Ostatni dar Turynu czekał na nas następnego wieczoru. Nazywał się "festiwal czekolady" i zajął cały centralnie położony plac San Carlo.

Podejrzewam, że po wizycie tam wartość cukru w mojej krwi była czterocyfrowa. 

Dziesiątki straganów lokalnych cukierników oferowały wszystko od prostych naleśników nadzianych całym chyba słoikiem nutelli po czekoladowe sztuczne penisy, po gorącą czekoladę o konsystencji lekko nadtopionego asfaltu i wielkie ciastka z czystej czekolady, kształtu i rozmiaru pokaźnej pizzy, obsypane wszystkim od jagód po migdały. 

Po tym wszystkim, muszę przyznać bez jakiegokolwiek wstydu, z Turynu nie zapamiętałem prawie żadnego zabytku. Pamiętam tylko nieustanny orgazm dla mojego układu pokarmowego, fantastyczne wino pomagające trawić i fantastycznie spokojną, gościnną, przyjazną atmosferę. Jeszcze jedno przypomnienie, że nikt tak jak Włosi nie potrafi czerpać z życia tego, co najlepsze. 

niedziela, 30 listopada 2014, dominik.sipinski
Tagi: Turyn

Polecane wpisy

  • Wiedeń: Miasto poza czasem

    Wiedeń to miasto zawieszone między czasami. Habsburskie fundamenty są w czasie przeszły, hipsterskie kawiarnie i sklepy w teraźniejszym, a atmosfera - w przyszł

  • Faro: Lenistwo napędzane bica i winem

    Za kilka tygodni portugalskie Faro zacznie pękać w szwach pod naporem turystów z całego kontynentu. Ale zimą okoliczne hotele są puste, a Faro ma znacznie mniej

  • Okładka bez treści. Biblioteka w Rydze

    Otwarta niecały rok temu biblioteka narodowa w Rydze zdominowała centrum stolicy Łotwa. Budynek jest piękny i świetnie położony. Ale choć Łotysze są z bibliotek