Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Wieżowce z zawiści

Gdyby nie irytująco bogaty sąsiad na południu, najbardziej dynamicznego miasta na świecie by nie było. Ambicja Dubaju zawsze była ograniczona - być lepszym od Abu Zabi. Ale że Abu Zabi chciało we wszystkim być "naj", to i Dubaj musiał stać się światowym liderem.

Najwyższy budynek świata. Największe centrum handlowe. Największa strefa wolnego handlu. Najwięcej dźwigów budowlanych na świecie. Naj... można długo by wymieniać. 

Ale Dubaj wcale nie chce być "naj" we wszystkim. Chce tylko być "bardziej". Bardziej niż sąsiednie Abu Zabi.

Abu Zabi i Dubaj to dwa najważniejsze emiraty Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dubaj - nieco bardziej zaludniony, jest stolicą dla handlu. Abu Zabi jest większe i to tam znajduje się formalnie stolica. 

A dla władców Dubaju z rodu Al-Maktoum Abu Zabi od zawsze było tym, czym dla Polski Niemcy i Rosja. Bogatszym, większym, mocniejszym sąsiadem, który miał ambicje by politycznie i gospodarczo zdominować region. To Abu Zabi ma ropę, to tam Brytyjczycy ulokowali najważniejsze urzędy przed uzyskaniem niepodległości przez ZEA, to wreszcie Abu Zabi zdominowało ruch ku powstaniu nowego państwa. 

Do XIX wieku Dubaj był mało znaczącym portem poławiaczy pereł pozostającym pod kontrolą klanu Bani Yas, z którego wywodzi się rządzący Abu Zabi ród Al-Nahyan. Od północy w siłę rosło Ras-al-Khaimah, siedziba piratów plądrujących Zatoki Perską i Omańską. Dubaj był niewiele znaczącą wioską pomiędzy tymi dwoma terytoriami.

Ale gdy w latach 30. XIX wieku imperium brytyjskie podbiło Ras-al-Khaimah i ukróciło potęgę piratów, Dubaj poczuł szansę na rozwój. Dzięki korzystnej współpracy z Londynem szybko stał się ważnym portem handlowym (choć nadal pozostawał wioską z kilkudziesięcioma lepiankami). Nie spodobało się to władcom Abu Zabi, którzy szybko rozpoczęli starania, by zdominować Dubaj. 

I tak rozpoczęła się rywalizacja, która trwa do dzisiaj i uczyniła z Abu Zabi i Dubaju dwa najbogatsze miasta świata. 

Rywalizacja emiratów zawsze była podszyta pragmatyzmem. Dlatego Abu Zabi i Dubaj weszły w sojusz już w 1845 r. - to porozumienie zbudowało fundamenty dla błyskawicznego rozwoju obydwu miast. Choć przykładów współpracy jest więcej - jak choćby unia z roku 1968, która doprowadziła do powstania niepodległego ZEA w 1971 r. - ambicje rządzących rodzin Al-Nahyan i Al-Maktoum nigdy nie osłabły. 

Przez cały XIX wiek i połowę XX Dubaj prosperował jako port. Ale Abu Zabi było tak samo dużym ośrodkiem handlowym, a do tego miało władze na lądzie, z którą Dubaj równać się nie mógł.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach 50. XX wieku. Szejk Szakbut Al-Nahyan chciał spowolnić zbyt szybki w jego opinii rozwój Abu Zabi, co natychmiast wykorzystali władcy Dubaju. Odkrycie ropy w Dubaju w 1952 r. dało nową nadzieję na zmianę balansu sił wśród emiratów. Nie na długo - już sześć lat później okazało się, że Abu Zabi również ma ropę, i to wielokrotnie więcej. 

W 1960 r. ruszyła budowa lotniska w Dubaju, które miało uczynić z tego miasta główne centrum wciąż brytyjskich emiratów. To się udało, ale szyba rozbudowa portu lotniczego w Abu Zabi spowodowało, że przewaga rodu Al-Nahyan nie zmalała. Nie zmieniły tego nawet pierwsze sklepy bezcłowe otwarte na lotnisku w Dubaju. 

Pod koniec lat 60. władcy Dubaju spróbowali rzucić Abu Zabi wyzwanie nie gospodarcze, lecz polityczne. To z inicjatywy rodu Al-Maktoumów sześć brytyjskich emiratów (Ras-al-Khaimah dołączyło rok później) w 1971 r. zjednoczyło się pod flagą niepodległego ZEA. Ale Abu Zabi znów było górą - to głowa rodu Al-Nahyan jest prezydentem ZEA, a władca Dubaju "tylko" premierem. 

Pomimo okrągłych słów o jedności ZEA po ponad 40 istnieniach to nadal kraj, w którym każdy emirat rzepkę sam sobie skrobie. A nigdzie ta niezbyt skrywana rywalizacja nie jest widoczna bardziej niż pomiędzy Abu Zabi i Dubajem. 

Miasta utrzymują dwóch konkurencyjnych przewoźników lotniczych. Licytują się na liczbę centrów handlowych i wysokość drapaczy chmur. Dopiero kilka lat temu udało im się w końcu zbudować drogę łącząca emiraty, ale nadal nie kursuje pomiędzy nimi (choć to tylko tylko półtorej godziny jazdy) żaden transport publiczny. 

Nie ma wspólnej polityki zagranicznej ani gospodarczej. Gdy w trakcie panowania Talibów w Afganistanie Abu Zabi ze wszech sił wspierało zachodnią koalicję i sprzeciwiało się islamskim fundamentalistom, Dubaj w najlepsze sprzedawał im broń (równocześnie zresztą handlując z Amerykanami i naprawiając ich statki). Gdy Abu Zabi narzuciło prawo zabraniające zagranicznym inwestorom posiadania ponad 50 proc. udziałów w firmach w ZEA, Dubaj jednostronnie zadeklarował utworzenie "wolnych stref", gdzie prawo nie obowiązuje. W bólach rodziła się wspólna waluta i system bankowy. 

Dubaj odmawia dostosowania się do sterowanej z Abu Zabi krajowej polityki produkcji ropy, tym samym zmuszając Abu Zabi do zmniejszania własnej produkcji. Dopiero w 1996 r., ćwierć wieku po powstaniu ZEA, Dubaj zgodził się zaakceptować konstytucję z 1971 r. 

Dubaj wygrywa rywalizację na papierze. Ostatnim triumfem jest Burj Khalifa, najwyższy budynek świata, nazwany z hipokryzją na cześć władcy Abu Zabi. Ale to ród Al-Nahyan z Abu Zabi jest bogatszy, a zagraniczne inwestycje władców Abu Zabi są szacowane na ponad dwudziestokrotnie więcej niż dubajskie.

Nic nie zapowiada, by rywalizacja emiratów miała się skończyć. Przeciwnie, wchodzi na nowe obszary, takie jak licytacja, kto da więcej pomocy międzynarodowej czy walka o organizację wyścigów Formuły 1. Ale przez ostatnie 150 lat ta zaciekła, choć nieco zgniła konkurencja była trampoliną, dzięki której Abu Zabi i Dubaj są nieziemsko zamożnymi i luksusowymi miastami. Więc czemu miałaby znikać?

niedziela, 23 czerwca 2013, dominik.sipinski
Tagi: dubaj

Polecane wpisy