Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Narty, łyżwy i sklepy

Ski Dubai to najprawdopodobniej jedyny ośrodek narciarski na świecie, gdzie poza sprzętem sportowym wypożycza się także zimowe ubrania. Mało kto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ma w szafie kurtkę. Zresztą niezbyt wygodnie robiłoby się w niej zakupy, a dubajski ośrodek narciarski to tylko dodatek do centrum handlowego. Nie jedyny zresztą.

Lodowisko, gigantyczne akwarium z płaszczkami i rekinami, taras widokowy na 124. piętrze najwyższej wieży świata, tory gokartowe – to kolejne atrakcje czekające na zwiedzających w centrach handlowych w Dubaju. Zwiedzających, bo gigantyczne obiekty od samego początku były pomyślane nie tylko jako świątynie konsumpcjonizmu, ale i magnesy na turystów. 

Lista centrów handlowych w Dubaju jest długa, ale warto wymienić choćby te największe: Emirates Mall, Mall of the Emirates czy największe pod względem powierzchni handlowej centrum na świecie – Dubai Mall. W każdym z nich bez trudu da się spędzić cały dzień, bo to niemal samowystarczalne miasta w mieście. 

Jeśli ktoś nie lubi zakupów, może cały dzień spędzić na rozrywkach – od kin po wspomniane stoki narciarskie lub lodowiska. A jeśli znudzi się jedno centrum, ani na chwilę nie opuszczając klimatyzowanych korytarzy, bo wszystkie największa centra handlowe są bezpośrednio połączone z chłodzonym metrem, można przemieścić się do innego.  Z przeszklonych (oczywiście również klimatyzowanych) przejść nadziemnych widać nawet doskonale wiele tzw. atrakcji turystycznych, jak na przykład wieżę Burj Khalifa.

Jeśli w tym momencie zaczęliście zastanawiać się, jak bardzo nierówno pod sufitem trzeba mieć, żeby jechać do Dubaju i spędzać czas w centrach handlowych – myślimy o tym samym. Wygląda na to, że to zjawisko kompletnie niewytłumaczalne, bo ceny większości produktów są tylko nieznacznie niższe. Zgoda, jest nieco więcej sklepów, ale te same są w Paryżu czy Londynie, a dotrzeć tam można znacznie taniej. 

A jednak wydaje się, że Dubai Mall i Mall of the Emirates stały się na mapie Dubaju miejscami zdecydowanie częściej odwiedzanymi niż urokliwa, tętniąca arabskim życiem Deira, historyczne Bur Dubai czy meczety w dzielnicy Jumeirah. 

Wprawdzie większość przyjeżdżających do Dubaju nie szuka autentycznego, arabskiego miasta (którego zresztą zbyt dużo tam nie ma), lecz sztucznego, niedorzecznie absurdalnego i pełnego drogiego blichtru luksusu, ale czy to od razu powód, by zamykać się na długie godziny w centrach handlowych?

Ja uciekłem z Dubai Mall niemal z krzykiem po parunastu minutach. Odwiedziłem jeden sklep – "Candylicious", pełen mdlących słodyczy i ukochanych przeze mnie (oraz znienawidzonych przez mojego dietetyka) Twizzlersów. Ale prawda jest taka, że będąc w Dubaju do centrów handlowych ciągnie nie tylko turystów z gatunku "all-inclusive and shopping". 

Po pierwsze (radzę przygotować się na bardzo dziwne stwierdzenie) centra handlowe w Dubaju faktycznie są atrakcyjne wizualnie. Nie, nie są "ładne", bo mało co w tym mieście jest. Ale przejścia w Dubai Mall wyglądające jak stary arabski suk czy ekskluzywna aleja w Mall of the Emirates wzorowana na paryskiej ulicy doskonale współgrają z innymi atrakcjami turystycznymi tego miasta. Są niedorzeczne, ale w pewien dziwny sposób fascynujące. 

Po drugie, jak wiele rzeczy w Dubaju, centra handlowe są zaprojektowane niezwykle pragmatycznie. Niemal każdy turysta chce wjechać na taras widokowy na 124. piętrze wieży Burj Khalifa. Jedyne wejście – przez Dubai Mall. I chcąc czy nie, ląduje się w centrum handlowym. To samo z fontannami u stóp tej wieży – by zobaczyć imponujący pokaz "światło i dźwięk", trzeba przetruchtać przez sklepy. 

Po trzecie, stoki narciarskie czy lodowiska w mieście położonym na środku pustyni, gdzie temperatury nie spadają poniżej 30 stopni, są tak absurdalne, że aż nie da się ich nie zobaczyć. A (pragmatyzm ponownie) by do nich dojść, trzeba pokonać co najmniej kilkaset metrów przejść ze sklepami. 

Przez to turyści w Dubaju, nawet jeśli nie cierpią wizyt w centrach handlowych i nie mają zamiaru nic kupować, i tak niemal na pewno w nich wylądują. I biznes się kręci. A do tego po centrach snują się dziesiątki młodych, znudzonych życiem i cierpiących na nadmiar gotówki dubajczyków, którzy w większości nie pracują (bo po co, skoro żyją z czynszów i innych profitów od posiadanych dóbr, a tyrają za nich imigranci). 

Tak naprawdę to właśnie ten przedziwny świat "malli"  jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Dubaju. Nigdzie na świecie nie ma ich tak wielu na tak niewielkiej przestrzeni, nawet w sąsiednim Abu Zabi. Nie przejdzie mi przez klawiaturę zachęcenie kogokolwiek do odwiedzin w sklepie jako atrakcji turystycznej. Ale wiem doskonale, że nawet najbardziej anty-komercyjny gość w Dubaju to zrobi. 

piątek, 07 czerwca 2013, dominik.sipinski
Tagi: dubaj

Polecane wpisy