Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Czeski raj dla Holendrów

Česky Krumlov to jedno z najpopularniejszych wśród turystów miast w Czechach. Większość przyjeżdża tam, by powłóczyć się wąskimi uliczkami starego miasta, położonego u podnóży majestatycznego zamku, który piętrzy się w zakolu wartkiej Wełtawy. Krumlov to jednak też baza dla wodniaków - oferuje świetne warunki do raftingu i kajakarstwa górskiego. Dzięki "water people" kilkanaście kilometrów od miasteczka powstał raj.

Konkretnie rzecz biorąc, raj powstał nie przez, ale z głębokiej wrogości wobec wodniaków. I raj to dość specyficzny, bo tylko dla Holendrów.

KLIKNIJ, BY ZOBACZYĆ ZDJĘCIA Z "PARADIJSU" (FLICKR.COM)

Dlatego też raj nazywa się "Paradijs", a nie "Ráj". Jest kempingiem położonym w środku lasu kilkanaście kilometrów w dół Wełtawy, na sporej polanie nad samą rzeką.

Jeszcze kilka lat temu wszyscy goście "Paradijsu" docierali do niego właśnie rzeką. Podobnie jak do wielu innych okolicznych kempingów położonych wzdłuż Wełtawy. O ile hotele i pensjonaty w samym Českym Krumlovie żerują na turystach, zwłaszcza Rosjanach, to kempingi nad rzeką funkcjonują w całości niemal dzięki kajakarzom i raftingowcom. 

Teraz do "Paradijsu" da się też dojechać wąską drogą przez las, nieszczególnie oznakowaną i przystosowaną raczej dla jeepów niż przyczep kempingowych. Za to od strony rzeki potencjalnych gości witają betonowe zapory, sztucznie podwyższone brzegi i niedwuznaczne napisy po czesku i angielsku, z których "Don't stop - private" należy do najłagodniejszych. Niezbyt miłe powitanie, ale o to właśnie chodzi. 

Jana, właścicielka kempingu, już w pierwszych słowach nad herbatą mówi, że "water people" to dla niej najgorsi możliwi goście. Gdy kilka lat temu stała się nową właścicielką "Paradijsu", był to dość zapuszczony przybytek, regularnie demolowany przez grupy turystów zmęczonych dniem raftingu i nadmiarem rumu, beherovki i piwa. Według Jany całkiem normalną sytuacją było np. robienie ognisk ze stołów. W innych kempingach w okolicy nadal tak jest - pijani "water people", rozochoceni, najczęściej młodzi i nadaktywni turyści nie ułatwiają wypoczynku innym gościom.

Dlatego właśnie Jana postanowiła, że "Paradijs" będzie inny. Nie będzie rajem dla "water people", ale dla szukających spokoju turystów.

W przebłysku turystycznego geniuszu Jana wymyśliła, że jest tylko jedna grupa potencjalnych gości "Paradijsu", którzy zapewnią lepsze zarobki niż "water people", a do tego będą wzorem spokoju. Holendrzy. 

W krótkim czasie "Paradijs" zmienił się nie do poznania. Betonowe zapory i odstraszające napisy zniechęciły wodniaków. Zadbany trawnik, czyste łazienki i przytulna sala kominkowo-ogniskowa poprawiły standard kempingu i panująca w nim atmosferę. Ale najważniejsze były reklamy skierowane tylko dla Holendrów. Ci, znani ze swojego zamiłowania do rodzinnych podróży z przyczepami kempingowymi, powoli zaczęli przyjeżdżać do "Paradijsu". Młode małżeństwa z dziećmi i grupy emerytów coraz liczniej pojawiały się w pobliżu Českiego Krumlova. Jana triumfowała - jej kemping ze zrujnowanego przybytku dla pijanych wodniaków stał się przytulną, malowniczą i spokojną dla szukających relaksu "Oranje".

W 2012 "Paradijs" został wybrany 27. najlepszym kempingiem w Czechach i jest już bardzo popularny wśród Holendrów. Szefowa kempingu nie myśli o spoczywaniu na laurach. 

Jana wcale nie ukrywa, że na przypadkowych i lokalnych gościach zależy jej mniej. Dojazd do kempingu jest słabo oznakowany, dużo prościej dotrzeć do jednego z licznych miejsc w typowym stylu - takim, jak "Paradijs" przed transformacją. Ale dotrzeć tam warto, choć z pewnością nie po to, by się wyszaleć. Nie chodzi nawet o to, że w pobliżu nie ma niczego poza rzeką i lasem. Spożywanie nadmiaru alkoholu jest na terenie kempingu zakazane, podobnie jak wszelkie "zakłócenia spokoju". 

W tak iddylicznym miejscu jak "Paradijs" nieszczególnie nawet chce się zakłócać spokój. W bezchmurną noc, po wygaszeniu ogniska, wystarczy spojrzeć na odbijające się we wzburzonych wodach Wełtawy gwiazdy i pomyśleć, że ten kemping to rzadki przykład miejsca, które człowiek z powodzeniem zwrócił naturze. 

środa, 02 stycznia 2013, dominik.sipinski

Polecane wpisy