Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Codzienna dawka jadu

"Tygodnik szybszy niż dziennik" - tak brzmiało hasło promocyjne "Gazety Polskiej". Jak widać nie, bo od 9 września rusza dziennik o nazwie "Gazeta Polska Codziennie". Skład redakcyjny ten sam, treści zapewne też. Po co? Albo red. Sakiewicz ma w sobie takie pokłady nienawiści i frustracji, że już mu tygodnik nie starcza, albo to biznesowe pudło obliczone na przejęciu rynku "Rzeczpospolitej".

"Rzeczpospolita", drugi największy dziennik w Polsce (czwarty, licząc tabloidy) i pro-PiS-owska tuba propagandowa, w lipcu została przejęta przez Grzegorza Hajdarowicza i jego spółkę Gremi. Tego samego, który jest właścicielem "Przekroju" i raczej nie słynie z konserwatywnych poglądów. Od razu pojawiły się głosy, że ostatni bastion antyrządowej publicystyki upadł, a "Rz" zmieni się teraz w cień "GW". Rozchodziły się plotki, że co ostrzejsi dziennikarze - Ziemkiewicz, Janke, może naczelny Lisicki - mogą już się pakować.

Jeśli ktoś cieszyłby się z takiego scenariusza, to z pewnością Sakiewicz i jego "GP". Mógłby on przejąć całą konserwową i antyrządową niszę, w zasadzie ją dominując - bo "Rz" to jedyny tytuł w tym sektorze politycznym rynku wydawniczego. Nic więc dziwnego, że Sakiewicz natychmiast po przejęciu "Rz" przez Hajdarowicza zacierał ręce, a publicznie oferował dziennikarzom "Rz" możliwość publikowania w "GP" i wszelką pomoc. Grzmiał również, że rząd (choć co do sprzedaży "Rz" miał rząd trudno dociec, wszak wcześniej pakiet 51% posiadała angielska spółka Mecom) zamyka usta krytykom i "GP" staje się jedyną ostoją niezależnego dziennikarstwa.

I chyba właśnie w tę logikę należy wpisać decyzję o zwiększeniu częstotliwości wydawania "GP". Tylko że myślenie to opiera się na naiwnych przesłankach.

Przede wszystkim, abstrahując od poglądów politycznych Hajdarowicza, to przede wszystkim biznesmen. I to dość skuteczny - a "Przekrój" i "Sukces" okazały się umiarkowanie udanymi inwestycjami. Skoro Gremi wyłożyła ok. 80 mln zł na zakup większościowego pakietu akcji Presspubliki, wydawcy "Rz", to logicznym jest, że inwestorzy oczekują zwrotu. A jedyną możliwością zarabiania na tytule jest konsekwentne pozycjonowanie go w opozycji do "GW". Każda inna decyzja, zwrot do centrum, byłyby samobójstwem. Choć cenione, same strony prawne i gospodarcze nie utrzymają dziennika, który ideologicznie małpowałby "Wyborczą" czy "DGP".

Dlatego między bajki można włożyć hipotezy, że "Rz" straci swój wyraźny prawicowy rys. Potwierdza to zresztą brak mocniejszych roszad personalnych.

Teoretycznie Sakiewicz mógłby się wstrzelić z decyzją o przerobieniu "GP" na dziennik nawet i bez zmiany linii "Rz". Ale nie praktycznie.

Dziennik startuje miesiąc przed wyborami - zwiększone zainteresowanie polityką, zwłaszcza wśród ekstremistów (czyli czytelników "GP") pewnie pozwoli osiągnąć przyzwoite wyniki w pierwszych kilku tygodniach. Głośne nazwiska z pogranicza polityki i dziennikarstwa - Czarnecki, Sakiewicz, Lisiecki, Gargas, Isakowicz-Zalewski - wystarczą, by przyciągnąć ciekawych kontentu czytelników. Ale nie wytrzymają długo.

Po pierwsze, grupa docelowa "GP" to raczej biedniejsi ludzie. Dlatego jako tygodnik kosztuje znacznie mniej niż konkurencja, kosztem wprawdzie jakości papieru i składu, ale to dla czytelników "GP" absolutnie nieistotne. Czy jako dziennik nadal będzie cenowo konkurencyjna? Na pewno będzie tańsza od "Rz" - ale czy od "Faktu" i "Super Expressu"? I czy czytelnicy "GP", którzy w tabloidach się często lubują, zdecydują się zainwestować w dwa tytuły dziennie?

Co więcej, biorąc pod uwagę dziennikarską mizerię, tak pod względem warsztatu, jak i kontentu, "GP" po prostu może nie mieć o czym i kim pisać. Nie wszystkim, oczywiście, ale części radykalnych czytelników może przejeść się codzienne czytanie o Smoleńsku, Żydach i masonach w rządzie i podobnych farmazonach rodem z psychiatryka, więc zamiast kupować codziennie, zainwestuje w dziennik "GP" 2-3 razy w tygodniu. Zbyt mało dla reklamodawców.

No właśnie - z reklamami może być kolejny problem. "GP", pomimo oszałamiających wzrostów rozpowszechniania i dużych nakładów, ma problem z przyciąganiem reklamodawców, którzy boją się być kojarzeni z polityczną ekstremą i oszołomstwem. Dziennik będzie niemal na pewno mniej atrakcyjny - po pierwsze, niższe rozpowszechnianie, po drugie, jeszcze marniejsza (to trudno wyobrażalne) jakość.

Sakiewicz, krótko mówiąc, rozpędził się w swojej ambicji. Panie naczelny - choć udało się panu świetnie politycznie spozycjonować "GP", z dziennikiem to nie wyjdzie. Nawet jeśli nie okaże się klapą, daleko mu będzie do sukcesu tygodnika. Z pożytkiem zresztą dla jakości polskiego dziennikarstwa, bo im mniej w kioskach tych natchnionych wypocin bez ładu i składu, tym lepsze wrażenie odniosą przeciętnie choćby inteligentni i oczytani czytelnicy.

środa, 10 sierpnia 2011, dominik.sipinski

Polecane wpisy