Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Mentalne rozdziewiczenie

To bolało. Najpierw musiałem ze spuszczonymi oczami kupić to w sklepie. Szybko schować pod stertę czasopism, by nikt nie widział. Potem korzystać ze sromotą i w ukryciu. Miało rozbudzić ciekawość, zaznajomić z nieznanym mi dotąd światem. A jednak z zażenowania omal nie zamknąłem się w sobie.

Znaczy, kupiłem po raz pierwszy "Gazetę Polską".

Spieszę donieść - nie zrobiłem tego, bo nagle uwierzyłem w Kaczyńskiego, Macierewicza, Sakiewicza i brednie, które wygadują. Nie - chciałem po prostu przeczytać to, czym zaczytują się tysiące ludzi o poglądach tak skrajnie różnych od moich, że bardziej się nie da. Nabrać pokory, czy może spróbować nawet zrozumieć pewnie niewytłumaczalne ciągi logiczne.

A poza tym - miałem trzygodzinną przesiadkę na Okęciu, książki mi się skończyły, a że i tak do kiosku poszedłem po "Press" i "Politykę", to pomyślałem - a co mi tam! Wysupłałem jakieś drobne, schowałem "GP" pod pozostałymi tytułami i ukradkiem podczytywałem - bo to jednak trochę wstyd. Tym bardziej, że wieczornym lotem z Warszawy do Poznania lata sporo znajomych.

Na co liczyłem? Jedynie na to, że rozszerzony kontakt z czymś tak ekstremalnie różnym od mojego myślenia pozwoli mi nabrać więcej pokory. Naiwnie wierzyłem, że na papierze, w bądź co bądź najdynamiczniej rozwijającym się tygodniku (nie licząc nowego "Uważam Rze", specyficznego zresztą tytułu) poziom dyskusji będzie choć trochę wyższy niż na Krakowskim Przedmieściu. Że papier jest co prawda cierpliwy, ale też dyscyplinuje. Że nic mnie w "GP" nie przekona i nie zmotywuje do refleksji byłem pewien, ale liczyłem chociaż na jakieś impresje socjologiczne na temat czytelników tejże.

A co otrzymałem? Kilkanaście wydrukowanych w słabej jakości stron bezsensownego jazgotu, napisanego bez warsztatu dziennikarskiego i w fatalnym stylu. Nie dość, że bez sensu, to bez treści.

Polityka, zwłaszcza w wydaniu ekstremistycznym, ma to do siebie, że można się z nią nie zgadzać, można nawet dyskutować, ale trudno uzgodnić racje ostateczne. I gdyby skrajne poglądy były jedynym zarzutem pod adresem "GP" - powiedziałbym, że czytać nie będę, ale na tym bym skończył. Tylko że to nie tylko nie jest jedyny zarzut; to wręcz zarzut wtórny.

Bo poglądy polityczne autorów, z którymi zresztą nigdy się nie kryli, schodzą na dalszy plan wobec języka, wobec używanych argumentów i wobec braku jakiejkolwiek merytoryki w treści.

Najłatwiej pokazać to na tekście o katastrofie smoleńskiej, bo i na tym znam się najlepiej. Już mniejsza z tym, że w każdym wydaniu "GP" są co najmniej 2-3 szpalty o wypadku. Trudno, taka poetyka. Ale przytaczane tam argumenty, rzekomo wypowiedziane przez ekspertów i osoby pracujące w branży lotniczej (jeśli to prawda, to biada!) - są po prostu niedorzeczne. Procedury lotnicze opisywane przez domniemanego kontrolera są równie fikcyjne, jakby opowiadał o lądowaniu Tu-154 na Księżycu, a zakładanych sposobów przeprowadzenia zamachu (bo przecież nie katastrofy) nie powstydziłby się Lem, Douglas Adams, Dan Brown i Luke Skywalker razem wzięci.

Inne kwestie? Nie ma problemu. Wstępniak red. Sakiewicza oparty na tezie o dwóch Polskach: tej prawdziwej, patriotycznej, PiS-owskiej, i tej tuskowej - w domyśle niemiecko-rusko-żydowsko-masońskiej, antypolskiej i, w skrócie, złej. Powtarzające się alegacje o to, że Tusk i Komorowski (nie Komoruski, łaskawie) na Polsce i Polakach się bogacą - w domyśle, okradają pana, panią i naród! Z przeciwnej strony - określanie kampanii wyborczej PiS-u i Kaczyńskiego jako "imperatywu moralnego". Felietony o jednym wspólnym credo - Tusk musi odejść, a Polska już dawno nie jest polska ani niepodległa. No i trzystronicowa wkładka w środku numeru o kolejnej miesięcznicy Smoleńska. Nie, żeby jakaś okrągła, po prostu business as usual.

Kończąc - więcej nie kupię. Nie dlatego, że to wstyd trzymać w ręce takie dziennikarskie popłuczyny. Nie dlatego nawet, że nie chcę dorzucać 3,90 zł do propagowania wierutnych bzdur. Dlatego, że "GP" nie uczy niczego. Nie robi tego, co prawicowe czasopisma w Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemczech. Nie pokazuje myślenia drugiej strony, nie pozwala lepiej przygotować się do dyskusji z nimi, zrozumieć ich tok myślenia. Jedyne, co "GP" robi, to daje ujście frustracji i bełkotliwemu jadowi tworzących ją dziennikarzy, żeby nie wspomnieć publicystów o wybitniej wątłej klasie. Logika nie jest skrzywiona - jej po prostu w "GP" nie ma.

piątek, 22 lipca 2011, dominik.sipinski

Polecane wpisy