Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Sąd nie rozwiąże problemów

Rok 2011 nie jest szczęśliwy dla poszukiwanych złoczyńców. W ciągu kilku tygodni z list zniknął najbardziej poszukiwany terrorysta świata i najbardziej poszukiwany zbrodniarz Europy. Dla tego pierwszego sprawiedliwość miała co prawda postać gwałtownego pif-paf, ale drugiego oczekuje uczciwy proces w haskim trybunale. Czy ujęcie lub zabicie bin Ladena i Mladicza rozwiązuje jednak jakiekolwiek problemy?

Nieszczególnie.

Rola, którą bin Laden i Mladicz odgrywali odpowiednio w al Kaidzie i podczas wojny w Bośni była niezwykle istotna. Tylko, że wyłącznie była. W ostatnich latach tak jeden, jak i drugi pozostawali co najwyżej pół-mitycznym symbolem swoich ruchów. Nie wpływali na bieżące wydarzenie i ich brak nie zmeni niemal niczego.

Zastrzelenie Osamy bin Ladena może wręcz przynieść więcej szkody niż pożytku. Aresztowanie i sąd, o ile w ogóle możliwe, z pewnością spowodowałyby inne zagrożenie. Ale bardzo udana - bo tego nie można odmówić - akcja amerykańskich sił specjalnych i zastrzelenie bin Ladena doskonale wpisuje się w retorykę i argumenty terrorystów, z al Kaidą na czele. Pokazuje, że Amerykanie, ścigając swoich wrogów, nie zawahają się użyć brutalnej siły stojącej nierzadko stojącej na samej granicy tego, co w międzynarodowym prawie dozwolone. Śmierć bin Ladena dla islamskich radykałów może stać się podobną ikoną, jak Abu Ghraib i Guantanamo - dowodem na to, że amerykańska wojna jest "brudna" i "nieczysta". A skoro wolno Stanom, to czemu al Kaida miałaby się powstrzymywać od aktów terroru?

No i, przede wszystkim, zastrzelenie Osamy zmienia niewiele w kwestiach fundamentalnych dla niesławnej "wojny z terrorem". Al Kaida nie jest jedyną organizacją walczącą w ten sposób, bin Laden nie był jedynym (a ostatnio nawet nie głównym) jej szefem, a jego likwidacja nie osłabia struktury w żaden istotny sposób. Podstawowy brak zaufania i przerzucanie się oskarżeniami pomiędzy siłami amerykańskimi i pakistańskimi "gospodarzami" pokazuje, że w tym rejonie świata Stany narobiły sobie już tak zagorzałych wrogów, że zabicie kogokolwiek nie jest w stanie pomóc. Skuteczna strategia musiałaby systemowo zmierzyć się z wszystkimi problemami - rozpoczynając od powodów, dla których Ameryka jest dla radykałów wrogiem, a które w większości leżą w jej własnych działaniach.

Druga sprawa - Ratko Mladicz. Mniej znany niż Osama, choć przed sprawiedliwością ukrywał się dłużej, bo aż 16 lat. Dziś w końcu rozpoczął się jego proces w haskim trybunale ICTY. Staje przed nim oskarżony m.in. o ludobójstwo i zbrodnie przeciw ludzkością, również te związane z ludobójstwem Bośniaków w Srebrenicy w 1995 roku.

Bardzo dobrze, że Mladicz będzie miał uczciwy proces. Jeśli dożyje wyroku, który najprawdopodobniej skaże go na długoletnie więzienie, tym lepiej. Ale nie poprawi to ani trochę wiecznie napiętej sytuacji etnicznej pomiędzy Bośniakami i Serbami. Mladicz od wielu lat pozostawał w ukryciu, nie odgrywając żadnej roli w aktywnym procesie politycznym. Co więcej, w przeciwieństwie do bohatera Chorwacji, generała Gotoviny, Mladicza wielbi jedynie stosunkowo niewielka grupa skrajnych nacjonalistów. Nie jest bohaterem narodowym, nie ma też, jak Gotovina, wsparcie własnego rządu.

Choć po aresztowania Mladicza wybuchły spore protesty, poparcie dla niego w Serbii i serbskiej części Bośni jest relatywnie niskie. Niskie, oczywiście, jak na region Europy, w którym nacjonalistyczni generałowie i politycy z lat 90. są nadal bohaterami. Co więcej, o ile w związku z wyrokiem dla Ante Gotoviny pod znakiem zapytania staje wejście Chorwacji do UE, to Serbowie zachowują się bardziej racjonalnie i nie wiążą tych spraw - przynajmniej nie tak masowo, jak ich sąsiedzi.

Ale, wracając do tematu, aresztowanie Mladicza nie rozwiąże problemów bałkańskich republik. Serbowie w Serbii i Bośni nadal będą nawet nie zaprzeczać, lecz chwalić masakrę w Srebrenicy. Napięcia pomiędzy obydwoma grupami narodowo-wyznaniowymi, których łagodzenie jest ekstremalnie długim i skomplikowanym procesem, nie znikną tylko dlatego, że do aresztu w Holandii trafił jeden z najbardziej brutalnych generałów w powojennej historii świata.

To oczywiście dobrze, że sprawiedliwości wobec bin Ladena i Mladicza staje się zadość. Tym lepiej, jeśli tego drugiego międzynarodowy trybunał prawomocnie skaże na lata więzienia. Kolejna cegiełka została dołożona do tego, by świat stał się bezpieczniejszy i bardziej sprawiedliwy. Ale popadanie w euforię i uważanie fundamentalnych problemów islamskiego radykalizmu i bałkańskiego kotła etnicznego tylko dlatego, że dwóch złoczyńców zniknęło z rejestrów poszukiwanych, jest grubą przesadą.

piątek, 03 czerwca 2011, dominik.sipinski

Polecane wpisy