Im lepiej zna się świat, tym bardziej rośnie w nas poczucie jego nieznajomości i przekonanie o jego ogromie - Kapuściński
Napisz do mnie: dominik.sipinski(at)gmail.com



Więcej szczegółów o autorze w języku angielskim: www.sipinski.co.uk. Tam również lista publikacji i kontakt.

Blog > Komentarze do wpisu

Internet parlamentarny

Zamożność państw świata mierzy się ceną kanapki Big Mac. Gdyby wprowadzić równie upraszczający czynnik dotyczący jakości demokracji, mogłoby to być wykonanie stron internetowych narodowych parlamentów.

Obrazek pierwszy: strona polskiego Sejmu. Twórcom przyświecała chyba idea bieli jako koloru niewinności. Wobec materiału ludzkiego w parlamencie zasiadającego postanowili wybielić ich internetowo. Zaczęli od strony. Uwaga na przyszłość - lepiej, gdy witrynę projektują graficy. Bo ze stroną polskiego Sejmu, stworzoną zresztą w 1995 i od tamtego czasu chyba nie poprawianą, nie mieli oni nic wspólnego. Białe tło, kilka anemicznych ikonek-zdjęć na środku. Informacje o procesie legislacyjnym, owszem, dostępne, ale przystępność i atrakcyjność przedstawienia porównywalna z siedemnastowiecznym archiwum. Wersja angielska - jeszcze skromniejsza. Aby dowiedzieć się czegoś o polskim systemie parlamentarnym, trzeba przekopać się przez mikro-odnośniki, zastosowane chyba jako zabezpieczenie przed zbyt mało spotrzegawczymi internautami.

Obrazek drugi: witryna parlamentu Estonii, Riigikogu. Wizualnie nawet nie da się porównywać. Przyjemne kolory, przejrzysty układ, trzy równorzędne wersje językowe. Wszystkie możliwe informacje - o procesie legislacyjnym, o systemie politycznym, o zadaniach i historii - dostępne pod jednoznacznie opisanymi linkami. Opisy znacznie wykraczające poza niezbędne minimum. Ze strony Riigikogu dowiemy się o relacjach kraju z Unią Europejską, o partiach i problemach państwa. No dobrze, powie ktoś, ale Estonia to kraj, w którym od 11 lat szerokopasmowy dostęp do Internetu jest uznawany za prawo człowieka. Anegdotka: Estończycy twierdzą, że w nazwie ich kraju w rodzimym języku (Eesti) pierwsze "e" oznacza wirtualną e-Estonię. Głosowanie przez Internet, podatki przez Internet, takie tam różne hobby.

A zatem obrazek bliższy nam: czeska Poslanecka snemovna. Także na południe od Sudetów odkryli już możliwość wykorzystania kolorów w Internecie. Szkoda, że tylko turkusowego, ale to już coś. Choć ze znalezieniem informacji łatwo nie jest. Układ dość prymitywny, fajerwerków nie ma. Brakuje także, przynajmniej w angielskiej wersji, transmisji wideo. W języku Szekspira zresztą czeskim projektantom nie chciało się nadmiernie wysilać. Jest jeszcze bardziej podstawowa niż rodzimy odpowiednik. Czy Czesi są zatem gorsi od Polaków? Może minimalnie, z silnym wskazaniem na remis. Ale nadrabiają znacznie lepszą witryną Senatu.

Zatem, w Estonii można, w Polsce i w Czechach już niezbyt. A że to nie próżne czepialstwo, a faktycznie istotny aspekt promocji polityki, świadczą strony zachodnioeuropejskich parlamentów. Na przykład niemieckiego lub francuskiego (ten ostatni nawet, zaskakująco, ma angielską i kilka innych wersji językowych!). Witryna parlamentu powinna być przyjazna, profesjonalna i oferująca jak najwięcej informacji. Także w językach obcych, na przykład dla studentów lub naukowców przygotowujących swoje prace.

Nic dziwnego, że zmagająca się z nieuleczalnym kryzysem demokracji i partycypacji na poziomie europejskim Unia poszła po całości. Witryna Parlamentu Europejskiego to nie tylko PR-owski słup ogłoszeniowy, dopieszczony graficznie i merytorycznie. To także źródło wiedzy lepsze niż co pośledniejsze biblioteki.

Ale w sumie, to czemu politycy mieliby chcieć chwalić się swoją pracą, i to jeszcze w Internecie?

czwartek, 24 lutego 2011, dominik.sipinski

Polecane wpisy